Jak stać się pszczelarzem chowającym pszczoły odporne

varroaresistant.uk

Tekst pochodzi ze strony: https://www.varroaresistant.uk/advice/ prowadzonej przez prof. S. Martina (emerytowanego profesora z Uniwersytetu Salford); Rhonę Toft, Joe Ibbertsona i Stevea Rileya. Przełożył: Bartłomiej Maleta

Ostrzeżenie: Rady mogą z czasem ulegać zmianie! Poniższe wskazówki wynikają natomiast z najlepszej bieżącej wiedzy opartej o odkrycia naukowe oraz doświadczenia pszczelarzy

Historia odporności na warrozę

Odporność pszczoły miodnej na warrozę, poza Azją, w pierwszej kolejności pojawiła się w Brazylii u pszczół zafrykanizowanych (AHB – Africanized honey bees). Na początku sądzono, że odporność ta wynika z obecności haplotypu dręcza pszczelego o mniejszej zjadliwości – następnie dowiedziono, że teza ta była błędna. Pszczoły zafrykanizowane zaczęły się szybko rozprzestrzeniać na północ i dotarły aż do Stanów Zjednoczonych. Badania naukowe przeprowadzone w Brazylii i Meksyku w latach 90. XX wieku potwierdziły, że w rodzinach pszczół zafyrkanizowanych roztocze w dużym procencie pozostawały bezpłodne. Nie ustalono jednak przyczyny tego zjawiska.

Inną z hipotez wyjaśniających mechanizm odporności był „grooming”, ale badania miały błędy metodologiczne (oryg.: flaws in study design) i nie brały pod uwagę faktu, że zapach roztocza był tożsamy z zapachem pszczół (chemiczna mimikra). Zasugerowano, że u pszczół Rona Hoskinsa obecność DWV typu B mogła wywołać odporność przez wypieranie innych szczepów (przez tzw. „super infection exclusion”) [mechanizm w którym jeden patogen infekując gospodarza wypiera inny, potencjalnie groźniejszy – przypis tłum.]. Ta hipoteza także została następnie sfalsyfikowana, gdyż okazało się, że w większość rodzin pszczelich na terenie Wielkiej Brytanii miało porażenie wirusem DWV typu B [Prawdopodobnie autorom chodzi o fakt, że inne – nieodporne – pszczoły miały ten sam typ wirusa, a więc jego obecność nie była przyczyną obniżonej śmiertelność pszczół – przypis tłum.]. Hodowcy pszczół próbowali uzyskać odporność rodzin w toku prac selekcyjnych, ale także ponosili porażki, gdyż mechanizm odporności pszczół nie był wciąż znany. Niektórzy z hodowców stosowali testy igłowe lub zamrożeniowe, polegające na zabijaniu poczwarek, aby odnaleźć te rodziny, które usuwały zamarły czerw. Największym błędem w założeniach tego testu było to, że dręcz nie zabija poczwarek, ale je nakłuwa, a zatem sygnały chemiczne od żywych i martwych poczwarek były różne. Hodowcy selekcjonowali więc pszczoły, które potrafiły wykrywać martwy czerw, ale nie dręcza pszczelego.

W tym okresie, zanim w 2018 roku połączono mechanizm recappingu [cecha polegająca na odsklepianiu i zasklepianiu poczwarek – przypis tłum.] i odporności pszczół, zaczęto prowadzić prace badawcze nad odpornymi na warrozę populacjami. W Republice Południowej Afryki oraz na Kubie odgórnie podjęte decyzje o zaniechaniu leczenia warrozy zaskutkowały powstaniem odpornych populacji w przeciągu 5-8 lat. W lesie Arnot w stanie Nowy Jork profesor Thomas Seeley monitorował powrót dziko żyjących pszczół, a we Francji dwie kolejne populacje były badane. W końcu, niewielkie grupy pszczelarzy na Wyspach Brytyjskich i w innych częściach świata zaczęli utrzymywać swoje pszczoły bez kuracji przeciwko warrozie. Najgłośniejszymi z nich były pasieki Hudsonów w Północnej Walii oraz Rona Hoskinsa z okręgu zachowawczego pszczół miodnych w Swindon. Po przełomie z 2018 roku możemy wreszcie powiedzieć jak te wspomniane 3 cechy, łączone z odpornością pszczół występują w praktycznie każdej z tych wymienionych wyżej populacji. W Wielkiej Brytanii stale rośnie liczba pszczelarzy, którzy nie leczą pszczół od co najmniej 6 lat. Jeśli chcesz się do nich dołączyć – czytaj dalej.

Opcje przy odstawieniu kuracji chemicznych

1. Nie lecz i pozwól samym pszczołom rozwiązać ten problem.

To podejście mogło skutecznie zadziałać, gdy zostało wdrożone na dużą skalę na Kubie czy w RPA. W Wielkiej Brytanii jednak ta opcja niesie wysokie prawdopodobieństwo porażki, które rośnie odwrotnie proporcjonalnie do ilości posiadanych rodzin. W Wielkiej Brytanii są przykłady sukcesu przy tej metodzie w pasiekach, które zostały porzucone przykładowo przez chorobę pszczelarza, a pszczoły przetrwały nawet przez kolejnych kilka lat. Nigdy jednak nie możemy mieć pewności czy jest to ta sama rodzina, a nie przykładowo rój, który osiedlił się w ulu niedawno. Ron Hoskins z okręgu zachowawczego pszczoły miodnej w Swindon jest jednym z tych, którzy po pierwszych stratach ostatecznie osiągnęli sukces stosując tą metodę. Są jednak przykłady innych, którzy porzucając leczenie stracili wszystkie pszczoły.

2. Kup/zdobądź odporne pszczoły

Zbieranie rojów pochodzących z dziko żyjących odpornych pszczół jest doskonałym i często stosowanym sposobem na rozpoczęcie pszczelarzenia bez kuracji. To tak rozpoczynali pszczelarze w Północnej Walii, ale także wielu z pszczelarzy z Hawajów. Kluczem do sukcesu przy tej metodzie jest posiadanie dostępu do regionu, w którym od lat występują dziko żyjące rodziny pszczele. Miej jednak świadomość, że nie każdy rój, który osiedlił się w dziupli czy budynku znajduje się tam od lat.

Innym sposobem jest kupienie rodziny/odkładu czy matki pszczelej od lokalnego pszczelarza, który posiada pasiekę z dobrze ugruntowaną odpornością pszczół, czyli nie stosuje kuracji od 10 i więcej lat. Choć obecnie w Wielkiej Brytanii nikt nie oferuje takich usług, to miejmy nadzieję zmieni się to w przyszłości.

3. Ograniczaj kuracje z czasem

Jest to najlepsza opcja dla pszczelarzy, którzy nie mają dostępu do rodzin odpornych dziko żyjących lub chowanych przez pszczelarzy. Obecnie w naszej grupie jest jeden pszczelarz (Steve Reily), który z sukcesem podąża tą drogą. Trzeba też wiedzieć, że nie ma jedynego sposobu na takie postępowanie – takiego, który będzie dobry dla wszystkich.

Obecnie najlepszą radą, jakiej możemy udzielić, jest stosowanie tylko połowy tych zabiegów, czy substancji, które stosujecie, albo zmieniać kuracje na te o mniejszej skuteczności. Przykładowo jeśli stosujecie kwas szczawiowy można zacząć stosować oprószanie pszczół cukrem pudrem, albo jeśli stosujecie jedną kurację na rok, można stosować jedną co dwa lata. W każdym jednak przypadku ważne jest to, aby monitorować poziom infestacji i leczyć, albo usuwać z pasieki każdą z tych rodzin, które mają wysokie porażenie dręczem.

Rady jak postępować w przypadku każdej z tych opcji

1. Nie lecz i pozwól samym pszczołom rozwiązać ten problem

    zalety:
  • łatwe;
  • wystarzalety:czy tylko poczekać;
  • naśladuje proces, który zachodzi w dziko żyjących populacjach;
  • może się wydarzyć niejako przez przypadek.
    wady:
  • proces musi zachodzić w dość dużej skali;
  • potencjalnie nawet kilkuletni okres wysokich strat pszczół;
  • mało prawdopodobne, żeby stało się w Wielkiej Brytanii*;
  • zupełnie nieprzystosowane do żadnego z komercyjnych projektów**.

Jako, że opcja nie jest realną do zastosowania dla większości pszczelarzy z Wielkiej Brytanii, nie będziemy jej w większym stopniu poddawać szczegółowej analizie. Aby taki projekt zakończył się sukcesem widzimy tylko jedną możliwość: pszczelarz musiałby mieć co najmniej kilkadziesiąt rodzin, z których część znajduje się na oddzielnych pasiekach i tam nie są leczone. Wszystkie rodziny, w których zauważamy problemy powinny być usuwane na inne miejsca, a w ich miejsce należy tworzyć odkłady z najsilniejszych rodzin, które przeżywają bez kuracji. Takie postępowanie należałoby kontynuować dopóki śmiertelność w pasiece nie spadnie do takiego poziomu, jak wśród rodzin leczonych. Opcja ta znajduje się pomiędzy opisanymi w punktach 1 i 3, a więc wyjaśniana jest w dalszych opisach.

2. Kup/zdobądź odporne pszczoły

    zalety:
  • masz je od razu;
  • za darmo, jeśli polega to na zbieraniu rojów, albo otrzymasz darmową matkę.
    Wady:
  • nie ma żadnego wiarygodnego sposobu, aby ocenić czy dziko żyjąca rodzina jest odporna;
  • obecnie w Wielkiej Brytanii nie ma żadnych ustalonych oficjalnie źródeł odpornych pszczół (mamy nadzieję, że się to zmieni);
  • ponosisz koszt, jeśli kupujesz pszczoły lub matki.

Zbieranie odpornych rojów

Dziko żyjące rodziny można potraktować jako swoisty rezerwuar odpornych pszczół, który można wykorzystać w pszczelarstwie.

To dość powszechny, dobrze udokumentowany i prawdopodobnie najłatwiejszy sposób, aby zacząć uprawiać pszczelarstwo w oparciu o odporne pszczoły. Stephen poznał na Hawajach pszczelarza nieleczącego, który w zaledwie kilka lat powiększył pasiekę od 5 do 200 uli, wystawiając rojołapki w okolicznych zalesionych terenach górzystych. Największa grupa pszczelarzy nieleczących w Walii także powstała kiedy Clive i Shan Hudsonowie zaczęli łapać roje w pobliskich lasach, następnie wykonywali podziały tych rodzin i przekazywali je okolicznym pszczelarzom. Obecnie około 100 pszczelarzy na półwyspie Llyn w północnej Walii obsługuje ponad 500 rodzin pszczelich bez kuracji przeciwko dręczowi. Kolejnym przykładem jest Joe Ibbertson, który wyszukiwał rodziny długo żyjące bez dozoru pszczelarzy i łapał z nich roje.

We wszystkich tych powyższych przykładach pszczelarze mieli dostęp do lokalnych, dziko żyjących rodzin. Wiosną 2010 roku przeprowadzone zostało badanie dziko żyjących rodzin w Anglii [tutaj .pdf]. Zasugerowano, że głównym źródłem dziko żyjących rodzin pszczelich, były roje pochodzące z pasiek. Na obszarach, w których dominują dziko żyjące rodziny, nad utrzymywanymi w pasiekach, populacja powinna uzyskać odporność na warrozę w wyniku naturalnej selekcji – tak jak działo się to w wielu miejscach. Podobnie, na obszarach, gdzie w pasiekach utrzymuje się odporne pszczoły, te dziko żyjące także powinny uzyskać odporność. A więc możliwość osiągnięcia sukcesu przy wykorzystaniu tej metody także będzie zależeć od specyfiki lokalizacji. Ale opisywana opcja powinna polegać na tym, aby zbierać roje z dziko żyjących rodzin. Następnie powinno się w nich sprawdzać porażenie dręczem – jeśli jest wysokie, wówczas rodzinę należy leczyć.

Kupowanie odpornych pszczół

W każdym przypadku za najlepsze rozwiązanie uważamy kupowanie pszczół lokalnie.

Obecnie w Wielkiej Brytanii można kupić rodziny odporne od hodowców, ale ta odporność nie jest dowiedziona. Z dostępnych informacji większość z tych rodzin selekcjonowane jest na zachowania higieniczne (ang. dead brood removal), albo reklamowane jest jako posiadające cechę VSH. Jak wspomnieliśmy powyżej, hodowla przy wykorzystaniu testów higienicznych (igłowych i przy zamrażaniu czerwiu) nie jest właściwą metodą selekcji odporności pszczół na warrozę/dręcza. Przed zakupem zalecamy więc zbadanie źródła, sprawdzając przy tym czy hodowca jest w stanie należycie udokumentować, że jego populacja od co najmniej 6 lat pozostaje bez leczenia. Uważamy bowiem, że to jest właściwy punkt odniesienia do twierdzenia, że pszczoły są na warrozę odporne. Oceniamy obecnie, że co najmniej 3000 pszczelarzy na terenie Anglii i Walii posiada rodziny pszczele bez leczenia warrozy od co najmniej 6 lat. Obecnie bardzo nieliczni z nich sprzedają matki lub odkłady lokalnym pszczelarzom, ale mamy nadzieję, że wkrótce się to zmieni – obserwujcie więc postęp w tej dziedzinie.

Jeśli kupisz rodziny odporne, ale przeniesiesz je w miejsca gdzie dominują pszczoły leczone, wówczas musisz sprawdzać czy kolejne pokolenia utrzymają zdolności do ograniczania infestacji. Cechy odporności na warrozę wydają się bardzo dziedziczne, ale większość pszczelarzy nie ma wpływu na lokalną populację trutni, które przyczyniają się do przekazywania genetyki.

3. Ograniczaj kuracje z czasem

    Zalety:
  • używasz swoich rodzin;
  • robisz to w tak prosty lub tak skomplikowany sposób, jaki sobie życzysz;
  • redukujesz koszty i czas leczenia.
    wady:
  • zajmuje wiele lat;
  • konieczne jest monitorowanie porażenia dręczem.

Badania dowiodły, że każda populacja – niezależnie od podgatunku, środowiska, typu ula itp. - może osiągnąć odporność. Twoje pszczoły potrzebują jedynie czasu, aby nauczyć się łączyć unikatowy zapach komórki plastra z dręczem w środku. Jak w przypadku każdego wyuczonego zachowania, robotnice muszą mieć czas, żeby połączyć odpowiednie fakty. Z badań zespołu z Francji wiemy, że wszystkie pszczoły potrafią wykryć unikatowe związki obecne w zainfekowanych komórkach, ale jedynie odporne pszczoły otwierają je, aby przeprowadzić dalsze sprawdzenia. Jeśli zdecydujesz się na to podejście, to twoją rolą jako pszczelarza, jest ograniczać kuracje w taki sposób, aby w ulu było obecnych wystarczająco dużo roztoczy, aby pszczoły uczyły się, ale nie na tyle mało, aby nie wywrzeć negatywnego oddziaływania na zdrowie rodziny pszczelej. Jak to osiągniesz zależy już od różnych czynników, liczby rodzin, timingu, rodzaju stosowanych kuracji itp.

Podstawową radą na początek jest ograniczenie kuracji. Jeśli leczysz substancjami takimi jak kwas mrówkowy czy szczawiowy, to zmień to na mniej skuteczne metody biotechniczne takie jak: pudrowanie cukrem, izolacja matek, ramka pracy. Możesz też o połowę zmniejszyć ilość używanej substancji aktywnej.

Na początku zrezygnuj z jakiegokolwiek leczenia zimą, gdyż nie ma ono jakiegokolwiek przełożenia na przetrwanie rodzin – sukces zimowli zależy od poziomu porażenia poczwarek w czasie wychowu tzw. pszczół zimowych, a więc tego czerwiu, który rozwija się przed zimą jako pokolenie, mające przetrwać do wiosny. Jeśli leczysz raz w roku – zacznij leczyć co drugiego roku. Sprawdzaj poziom porażenia w rodzinie zaraz przed czasem wychowu czerwiu pszczoły zimowej, a więc w sierpniu – i lecz pszczoły tylko wówczas, gdy uznasz, że jest to konieczne. Podsumowując to podejście: sprawdzaj poziom porażenia dwa razy częściej niż do tej pory, ale przeprowadzaj dwa razy mniej zabiegów (lub połową dotychczasowej dawki) i lecz rodziny, które mają wysoki stopień porażenia.

4. Bieżące zarządzanie

Niezależnie od tego, którą z metod osiągnięcia odporności pszczół wybierzesz, powinieneś rozmnażać te rodziny, które należą do najlepszych (i z nich też wychowywać matki). Słowo „najlepsze” może mieć różne znaczenia dla różnych pszczelarzy. Dla osiągnięcia odporności pszczół, priorytetem powinny być rodziny, które mają niski stan porażenia roztoczami. Cechy odporności na warrozę mogą istnieć obok całkowicie różnych cech, a więc „pszczoły odporne” to nie jest jakiś konkretniejszy rodzaj pszczół – będą one tak różnorodne, jak różnorodne są pszczoły także w populacji nieodpornej. Najlepszym sposobem byłoby utrzymywać lokalną populację pszczół i zachęcać innych, aby cenili cechy odporności i selekcjonowali je w swojej populacji – tak jak w Stowarzyszeniu Pszczelarzy Lleyn & Eifionydd (Walia).

Jeśli uprawiasz pszczelarstwo w rejonie o dużej gęstości pszczół w otoczeniu pszczelarzy, którzy nie podzielają Twojego celu hodowli i chowu pszczół odpornych, powinieneś trzymać pszczoły lokalne i sprawdzać czy kolejne pokolenia tych pszczół utrzymują niski stopień porażenia dręczem. Sprawdzaj czy posiadają cechy kojarzone z odpornością i wymieniaj matki, przesiedlaj do nowych uli albo lecz te, które nie są odporne.

Zapytaj o poradę kogoś w lokalnym zrzeszeniu, jeśli wiesz, że chowa pszczoły odporne. Obecnie praktycznie w każdym lokalnym kole pszczelarskim w Wielkiej Brytanii jest ktoś kto już posiada odporne pszczoły, albo takie selekcjonuje.

Wykorzystaj całą dostępną wiedzę zgromadzoną na tej stronie i w innych źródłach.

Przykłady pszczelarzy

W dalszej części przeczytasz opisy własnej drogi do pszczelarstwa bez leczenia sporządzone przez poszczególnych pszczelarzy.

WALIA

Clive i Shan Hudsonowie (Lleyn & Eifionydd BKA)

Mieszkamy w Snowdonii w północno-zachodniej Walii i z pasją uprawiamy pszczelarstwo od 1985 roku. W naszych ulach stwierdziliśmy roztocza w 1998 roku i zwalczaliśmy je przy użyciu substancji chemicznych dopóki nie poczyniliśmy dwóch obserwacji. Po pierwsze, zauważyliśmy, że z każdym rokiem pasożytów w naszych ulach jest coraz mniej. Po drugie, co miało dla nas większe znaczenie, znajdowaliśmy długo żyjące rodziny w dziuplach i budynkach – a one żyły bez żadnych kuracji. Na początku, przez 9 lat używaliśmy pasków Bayvarol – potem stwierdziliśmy, że roztocze nabrało oporności na substancję aktywną. Przerzuciliśmy się więc na używanie 2 łyżeczek kryształów tymolu na ściereczkach, które umieszczaliśmy na ramkach z czerwiem. W 2009 roku część rodzin leczyliśmy tymolem, a drugą część pozostawiliśmy bez kuracji. Wówczas nie zauważaliśmy żadnych różnic, więc przestaliśmy leczyć i od tego czasu nie stosujemy żadnych zabiegów. W rodzinach widzimy czasem pasożyty, ale coraz rzadziej. Nie stanowią już problemu, a pszczelarstwo wygląda dokładnie tak, jak przed czasem nadejścia inwazji dręcza. Należymy do Stowarzyszenia Pszczelarzy Lleyn & Eifionydd, z którego większość członków nie stosuje żadnych kuracji. Więcej informacji dotyczących naszych doświadczeń w pasiece bez leczenia znajdziesz na stronie: https://beemonitor.org/.

[Więcej relacji Shan i Clivea Hudsonów zobaczysz w filmie „Has Varroa lost its sting?” nakręconym przez Thomasa Gfellera ze Szwajcarii w czasie jego rowerowej podróży po Europie - https://www.youtube.com/watch?v=FsvFmtgmkmI – przypis tłum.]

James McMullon (Lleyn & Eifionydd BKA)

Kilka lat temu zainteresowałem się pszczelarstwem i postanowiłem dowiedzieć się o tym czegoś więcej - zacząłem od pojawienia się na zebraniu Stowarzyszenia Lleyn & Eifionydd w październiku 2018 roku. W 2019 roku rozpocząłem od spotkań z mentorem, Georgem Burgessem, który posiadał pięćdziesięcioletnie doświadczenie. Pracowaliśmy wspólnie przez kilka niedziel na pasiece stowarzyszenia, a także – kiedy tylko mogłem – pomagałem mu w pracy w jego trzech pasiekach. Z rzadka zdarzało mi się w jego ulach zobaczyć bezskrzydłą pszczołę, albo w słabszych rodzinach objawy grzybicy wapiennej. Na szczęście w naszym regionie jest bardzo długa (około dziesięcioletnia) historia utrzymywania pszczół bez kuracji przeciwko warrozie, a pszczoły same kontrolują porażenie dręczem. W lecie 2019 roku otrzymałem mój pierwszy odkład z pasieki stowarzyszenia, a drugą rodzinę dostałem od Georga. Z obu rodzin pozyskałem około 7 kg miodu, zazimowałem je na syropie cukrowym, a w lutym 2020 dostały ciasto.

W 2020 roku podzieliłem jedną z rodzin w ramach zabiegu przeciwrójkowego (w drugiej nastąpiła cicha wymiana matki w jesieni) i kupiłem jeszcze 2 rodziny od pszczelarza, który rezygnował z działalności. Wszystkie pięć przetrwały zimę. Nigdy nie leczyłem moich rodzin, a nawet nie wiedziałbym jak to robić. Wydaje mi się też, że nawet gdybym zorientował się, że któraś z rodzin ma wysokie porażenie wirusami i tak nie sięgnąłbym po tzw. chemię. Uważam, że najlepiej pozostawić to pszczołom – albo sobie poradzą, albo zginą. Ostatniego roku miałem 14 rodzin w dwóch pasieczyskach (w drugim przejąłem 5 rodzin) i wyprodukowałem ponad 180 kg miodu. Połączyłem rodziny, bo chciałem zredukować ich liczbę do 10 (do połowy lutego 2023 wszystkie dobrze sobie radzą).

John E Owen (pomiędzy Glamorgan i Haverfordwest)

Od pięćdziesięciu lat chowam pszczoły. Obecnie mam 80 rodzin w sześciu pasieczyskach w południowej Walii w obszarze pomiędzy Glamorgan i Haverfordwest. Nie leczę pszczół od 6 lat.

Do porzucenia stosowania kuracji zainspirowało mnie spotkanie z Clivem i Shan Hudsonami ze Stowarzyszenia Pszczelarzy Lleyn & Eifionydd z północnej Walii. Dowiedziałem się także o tym, że pszczelarze w RPA nigdy nie stosowali kuracji na warrozę i dręcz nie stanowi tam obecnie istotnego problemu dla pszczelarzy. Monitorowanie poziomu porażenia dręczem i leczenie zajmowało bardzo wiele mojego czasu – a prowadziło donikąd. To trochę tak, jakby pies gonił swój ogon. Nie leczyliśmy też na chorobę roztoczową oraz nosemę, więc zdecydowałem się porzucić kuracje. W pierwszych trzech latach po zaprzestaniu wykonywania zabiegów straty zimowe były zróżnicowane, ale nie przekraczały 20 proc. Teraz ustabilizowały się na poziomie 10 proc., a większym problemem niż warroza jest dla mnie grzybica wapienna w jednym z pasieczysk – prawdopodobnie ktoś zawlókł ją do rejonu z obcymi pszczołami.

Podziały wykonuję z rodzin, które mają się dobrze, radzą sobie z roztoczem, mają niski instynkt rojliwości i są łagodne. Co najważniejsze są to pszczoły wywodzące się z lokalnego podgatunku, lub mające jego cechy – są silne, odporne i przystosowane do warunków walijskich. W rodzinach, które nie spełniają tych kryteriów wymieniam matki, na takie, które pochodzą z rodzin o opisanych cechach. Ule „nationale” [ule „narodowe”, o ramce zbliżonej wymiarami do Langstrotha, to najbardziej popularny system na wyspach brytyjskich – przypis tłum.] najczęściej mają pełne dennice, które pomagają w rozwoju w chłodniejszych warunkach.

ANGLIA

Rhona Toft (Foragers Bee & Honey Co, Worcestershire)

W 2000 roku, wraz z mężem Richardem zaczęliśmy chować pszczoły w ramach hobby w południowym Worcestershire. Dręcz pszczeli był już wtedy obecny na całych Wyspach, więc – zgodnie z zaleceniami – zaczęliśmy stosować w ulach akarycydy. Ponieważ uczyłam wtedy organicznego ogrodnictwa, używanie pestycydów było dla mnie czymś, z czym czułam się niekomfortowo. Zauważałam też, że w budynkach żyje dziko dużo rodzin pszczelich i często wzywano mnie abym zbierała z nich roje. Jak te rodziny przeżywały bez akarycydów? Niektóre z naszych rodzin wywodziły się z tej samej genetyki! Miałam także przyjemność wysłuchać wykładu Rona Hoskinsa o jego doświadczeniach z pszczołami odpornymi. W 2007 roku nie zastosowaliśmy więc kuracji i wszystkie nasze rodziny przetrwały pierwszą zimę. Uznałam wtedy, że to wystarczająco przekonujące doświadczenie, aby zacząć pracę nad odporną populacją. Zwiększyliśmy więc monitoring porażenia dręczem i wprowadziliśmy takie metody biotechniczne, jak pudrowanie cukrem. Mieliśmy tylko kilka rodzin, ale zauważyliśmy pomiędzy nimi duże różnice w ilości naturalnego osypu dręcza na wkładki dennicowe. Zauważaliśmy też wiele niedojrzałych roztoczy w osypie, ale nie znaliśmy wagi tej obserwacji. W niektórych rodzinach obserwowaliśmy też „łysy czerw” [objawy recappingu – tłum]. Z rodzin, w których było duże porażenie, zrobiliśmy sztuczne roje, a także wycinaliśmy czerw trutowy. Z tych, które miały niskie porażenie wychowywaliśmy matki i duże liczby trutni. Nasze straty zimowe były mniej więcej takie same, jak innych okolicznych pszczelarzy, czasem niższe. Zdarzyło się, że w niektórych latach straty były większe – ale zdarza się to w każdej pasiece. Z czasem zwiększaliśmy liczbę rodzin i pasieczysk, coraz rzadziej też podejmowaliśmy monitoring porażenia i jakiekolwiek działania w związku z dręczem.

Często widujemy objawy recappingu na dużej części plastrów z czerwiem i częściowo skanibalizowany czerw [objawy VSH – przypis tłum.]. Zdarza się, że zauważymy w którejś z rodzin większe problemy z warrozą – wówczas robimy z rodziny sztuczny rój, albo usuwamy cały czerw zasklepiony. Ponieważ żyjemy w regionie z wysoką gęstością rodzin (w większości leczonych) i zdarza się, że pszczelarze sprowadzają tu obce pszczoły - zawsze zwracamy uwagę na rodziny, które mogłyby mieć problemy z warrozą. W 2022 roku interweniowaliśmy tylko w przypadku jednej z takich rodzin. Nasze hobby urosło przez ostatnie lata, obecnie posiadamy około 80 rodzin i prowadzimy małe przedsiębiorstwo pszczelarskie – https://www.foragershoney.co.uk/.

Steve Reily (Westerham Beekeepers)

„W 2017 roku grupa siedmiu podobnie myślących pszczelarzy rozpoczęła projekt dotyczący poszukiwania odpornych pszczół na warrozę. Zawsze byliśmy niechętni podawaniu tzw. chemii do uli i byliśmy zainteresowani tym, jak pszczoły przeżywają bez kuracji”. Cała historia do przeczytania tutaj [PDF do pobrania, nie przetłumaczony – przypis tłum.]

Grace Evens (Lincolnshire)

Pozyskałem rój, który wyszedł z rodziny mieszkającej (według właściciela) w kominie przez około 20 lat. Nie leczyłem tych pszczół i przeżyły zimę bez problemu. Od tego czasu wychowywałem matki i robiłem odkłady z tego źródła i dziś mam ponad 100 rodzin. Od dziesięciu lat nie leczę pszczół i nawet zapomniałem, że inni muszą to robić – moje po prostu muszą sobie radzić same. Nie mam żadnej potrzeby przejmować się kuracjami, mogę zbierać miód kiedy mi się podoba nie przejmując się zanieczyszczeniami chemicznymi. Poza tym robię dla siebie własną węzę więc nie mam wosku od pszczelarzy, którzy leczą. Zauważam obecność recappingu, a przy wylotku martwe poczwarki. Rzadko widzę dręcza. Jestem członkiem stowarzyszenia pszczelarskiego.

https://fenapiaries.com/

Joe Ibbertson

Nigdy nie leczyłem pszczół – z kilku powodów. Jako młody człowiek mieszkałem w Niemczech niedaleko rozległych obszarów dzikiej natury, obserwowałem wtedy pszczoły żyjące bez dozoru pszczelarzy. Już wówczas zacząłem rozumieć ideę pszczół, które muszą zaadaptować się do nowych pasożytów i patogenów... w innym przypadku po prostu by ich nie było. Ale nawet w 2010 roku, kiedy zacząłem się uczyć pszczelarzenia, retoryka powtarzana przez Stowarzyszenie Pszczelarskie nie pasowała do doświadczeń niektórych pszczelarzy i literatury naukowej. Jakkolwiek naiwnie to przedsięwzięcie mogło brzmieć ze strony początkującego pszczelarza, byłem przygotowany na na wychów matek, wykonywanie podziałów rodzin i leczenie gdyby miało się to okazać niezbędne. Nie okazało się.

Moje podejście było proste – wzorowanie się na naturze. O ironio, bardzo szybko zorientowałem się, że w okolicy żyje dziko bardzo dużo rodzin pszczelich, z których pozyskiwałem roje. Po kilku latach prób z różnymi typami ula zatoczyłem koło i zacząłem trzymać pszczoły w standardowym korpusie z kratą odgrodową. Stosowałem jednak kilka wylotków w ulu, przyjąłem system chowu bez karmienia i łączenia rodzin, trzymam małą ilość rodzin w pasieczysku i mam izolowane daszki na ulach przez cały sezon (podobnie jak w ulu Warrego). Nie doświadczyłem niczego wyjątkowego. Nie zauważyłem nic katastroficznego. W czasie zim miewałem straty. Największe były czwartej i piątej zimy, po tym jak zwiększyłem liczbę rodzin dzięki łapanym rojom. Sytuacja szybko uległa normalizacji, a przez 6 lat straty średnio wynosiły 12,6% (w porównaniu do 18,4% występujących w moim regionie). Jestem mentorem dla młodych pszczelarzy i cała trudność polega na tym, aby namówić ich do podejścia do problemów z warrozą na inny sposób niż ten, który przekazuje się powszechnie.

Najbardziej fascynuje mnie obserwowanie zachowań pszczół takich jak odsklepianie czerwiu, usuwanie poczwarek, czy wreszcie ponowne zasklepianie. Zwłaszcza, że niektóre z nich ujawniają się także w połączeniu z różnymi pożytkami z mojej okolicy. Te zachowania związane są z ujawniającą się odpornością pszczół na warrozę, a różnice pomiędzy tymi rodzinami, które mają mniejsze zdolności widać jak na dłoni (zarówno w przypadku cech, jak i poziomu porażenia). Z wielką radością dowiedziałem się o tym, że prof. Stephen Martin połączył cechę recappingu z niską płodnością samic roztoczy. Zawsze dezorientowały mnie obserwacje licznych zachowań bez jednej cechy dominującej. Moje pierwsze rodziny pochodziły z rodziny dziko żyjącej. Macierzak i pochodzący z niego rój przetrwały odpowiednio sześć i siedem lat. Uważam, że swój sukces zawdzięczam kilku czynnikom. Po pierwsze selekcji naturalnej, która kształtowała dziko żyjące rodziny w okolicy. Po drugie przełożenie tej selekcji (wraz z jej ewolucyjnymi ślepymi zaułkami) na własną praktykę. Po trzecie, świadomość zdrowia rodzin oraz kierowanie procesami we właściwym kierunku.

Gareth Trehearn (Manchester)

Moim pierwszym kontaktem z pszczołami było uczestnictwo w dwudniowym kursie organizowanym przez lokalne koło pszczelarskie. Następnie zaoferowałem jednemu z lokalnych pszczelarzy pomoc w pasiece w zamian za udzielanie wskazówek. W kilka miesięcy po tym fakcie, pszczelarz nagle zachorował i skończyło się to tym, że prowadziłem jego pasiekę samodzielnie do końca sezonu. Złapałem bakcyla, a „przyjaciele” z lokalnego parku skontaktowali się ze mną oferując mi kawałek nieużytku, na którym mógłbym trzymać pszczoły. W związku z tym przystąpiłem do organizacji pasieki. Doradzano mi, żebym na początek kupił odkład. Ja jednak trochę poczytałem i zdecydowałem się postąpić wbrew radom i zdobyć pszczoły lokalne. Kupiłem odpowiedni sprzęt i zacząłem ogłaszać w internecie usługi usuwania rojów. Kilka tygodni później miałem już 4 rodziny. Zdecydowałem się nie stosować tzw. chemii oraz nie karmić pszczół cukrem, gdyż chciałem zapewnić dla mojej rodziny miód najczystszy jaki się da. Nie zdecydowałem się na odparowywanie kwasu szczawiowego w ulach, gdyż musiałbym do tego kupić odpowiednią maskę do oddychania oraz całe wyposażenie do ochrony osobistej. Zastanawiałem się też, czy to wpłynęłoby na jakość miodu. Dodatkowo instrukcja użycia mówiła, że do przeprowadzenia zabiegu należy zdjąć nadstawki na miód, ale wiedziałem doskonale, że pszczoły przenoszą miód pomiędzy gniazdem i nadstawkami w ciągu roku i w ten sposób do miodu, który pozyskuję mogłyby się dostać substancje z kuracji. W pierwszych kilku latach w ogóle nie zaobserwowałem żadnego znaczącego problemu z warrozą. Kontynuowałem swoją praktykę jako pszczelarz hobbystyczny, aż do 2020 roku, kiedy zaczęła się pandemia COVID. Wówczas znów zacząłem ogłaszać online swoje usługi zbierania rojów. W tym roku byłem zasypywany zleceniami – być może dlatego, że tak wiele osób było w domach, zamiast chodzić do pracy. Sezon zakończyłem mając 49 rodzin. Ponieważ nie doświadczyłem strat spowodowanych warrozą, o których opowiadali różni ludzie, nie miałem jakichś obaw zacząć działalność na trochę większą skalę nie stosując kuracji. Obecnie mam 100 zapszczelonych uli, które albo wywodzą się ze złapanych rojów, albo z podziału moich najsilniejszych rodzin. Nie obserwuję u nich żadnych problemów zdrowotnych i nie doświadczam, żadnych niewyjaśnionych strat. Mimo że dręcz nie sprawia moim pszczołom żadnych problemów i mam bardzo wysoką przeżywalność w pasiece, zdaję sobie sprawę, że moja metoda nie musi się sprawdzić u każdego.

https://www.manchesterhoneycompany.com/

Dr Fred J Ayres (Lune Valley, Lancashire)

Rozpocząłem naukę pszczelarstwa w 2000 roku uczęszczając na kilka kursów, a w kolejnym roku zdobyłem swój pierwszy odkład. W 2002 roku rodzina się wyroiła, załapałem i osadziłem rój w ulu, a także zdobyłem kolejny odkład. Do 2005 roku miałem piętnaście rodzin w dwóch pasieczyskach. Zorientowałem się wówczas, że nie mam czasu na to zajęcie w formie uprawiania pszczelarstwa konwencjonalnego, którego się uczyłem. Wiedziałem, że muszę albo zrezygnować z tego hobby, albo nauczyć się uprawiać go w inny sposób – taki, który byłby mniej czasochłonny i inwazyjny.

Jednym z aspektów, który mnie martwił, było stałe używanie tzw. chemii w ulach. Do tego czasu dręcz pszczeli był na Wyspach Brytyjskich już od 15 lat i pomimo stałego wzrostu liczby substancji na rynku, wydawało się, że nic tak naprawdę nie działa. Dwa dalsze czynniki były zastanawiające. Skoro pszczelarze powinni używać ubrań ochronnych do aplikacji substancji – czy należało założyć, że były one nieszkodliwe dla pszczół? Drugim było to, że pomimo stałych ostrzeżeń o konieczności używania substancji chemicznych do utrzymania pszczół przy życiu, liczba dziko żyjących rodzin pszczelich w okolicy stale rosła. W 2006 roku zdecydowałem się więc na rezygnację z kuracji i od tego czasu nie leczyłem pszczół. Od tego czasu utrzymywałem stale osiem rodzin pszczelich i straciłem tylko 3 rodziny – w żadnym przypadku nie było to z powodu warrozy.

W 2016 roku pracowałem przy zakładaniu grupy Pszczelarzy z Lune Valley (https://www.youtube.com/watch?v=ximXsjF92fQ&t=32s), zrzeszenia koncentrującego swoją działalność na wspieraniu pszczelarstwa bez leczenia przy minimalnej interwencji w ulach dobrze izolowanych. Klub ma dziś 60 członków, z których żaden nie leczy pszczół. Szczegółowo badamy straty i w żadnym przypadku nie uznaliśmy, że były spowodowane przez roztocza. Zniechęcamy pszczelarzy do sprowadzania do regionu pszczół z zewnątrz, aby nie sprowadzać też dręcza. Wydzieliliśmy także część pasiek do rozmnażania pszczół, aby zapewnić członkom naszego zrzeszenia dostęp do zdrowych rodzin, przystosowanych do lokalnych warunków środowiska. Edukujemy także pszczelarzy w zakresie potrzeby wymiany plastrów w czasie wiosennych przeglądów, aby warroza miała gorsze warunki do rozwoju. Te podejmowane środki nie są w stanie wyeliminować dręcza całkowicie z naszych pasiek, ale doświadczenia pokazują, że są wystarczające do tego, aby pszczoły radziły sobie z pasożytem bez kuracji – przynajmniej dopóki nowe populacje roztocza nie są sprowadzane z zewnątrz do naszego regionu.

https://www.lunevalleybeekeepers.co.uk/

NORWEGIA

Dr Melissa Oddie – Stowarzyszenie Pszczelarzy z Norwegii

Melissa jako pierwsza połączyła cechę recappingu z odpornością pszczół na warrozę i w tym sensie jest osobą kluczową w historii odporności pszczół. To właśnie ta cecha doprowadziła w pewnym sensie do wyjaśnienia mechanizmu odporności. W załączonym linku możesz przeczytać całą jej fascynującą opowieść o tym odkryciu: tutaj.

Przypisy tłumacza

* - moim zdaniem właśnie to dzieje się w Wielkiej Brytanii. Coraz więcej pszczelarzy porzuca leczenie (wg danych BBKA, British Beekeeping Association, około 1/3 pszczelarzy na Wyspach obecnie nie leczy pszczół przeciwko warrozie). Ich działania w dużej mierze są właśnie takie jak wskazane w tym punkcie – po prostu przestają leczyć z dnia na dzień.

Być może autorom strony chodzi o to, że jeśli lokalnie większość pszczelarzy stosuje kuracje, a pszczoły nie są odporne, to porzucenie przez pojedyncze osoby może skutkować dużymi stratami, podobnie jak np. w Europie kontynentalnej – i w tym sensie w Wielkiej Brytanii jest mało prawdopodobne, żeby w każdej takiej sytuacji odnieść dość szybki sukces (tj. utrzymywać produktywne pasieki przy względnie niewielkich stratach, mogąc całkowicie zignorować problem warrozy). Wydaje się jednak – co zresztą byłoby moim zdaniem zgodne z wydźwiękiem całego artykułu - że w takim stwierdzeniu autorów chodzi o porzucenie leczenia pszczół przez pszczelarzy, którzy swoje pasieki prowadzą w oparciu o tzw. komercyjny (obcy) materiał genetyczny. Może o tym świadczyć fakt, że wymienione osoby, pszczelarze nieleczący, którzy w większości po prostu porzucali kurację, wyłączono do opcji 2 (zdobycie odpornych pszczół przez łapanie rojów). W przypadku praktycznie wszystkich tych osób podawana jest informacja, że w regionie, gdzie trzymali pszczoły stwierdzali obecność dziko żyjących rodzin.

** - Istnieją pasieki komercyjne, które właśnie w taki sposób – praktycznie z dnia na dzień – porzuciły leczenie. Jest kilka takich znanych projektów, pochodzą one jednak z USA (pszczelarzami zawodowymi, którzy tak zrobili są np. Dee Lusby z Arizony, Kirk Webster z Vermont, czy Sam Comfort Floryda i Nowy Jork – aczkolwiek ten ostatni w okresie początkowym utrzymywał się z pracy w innych pasiekach zawodowych). Jeśli chodzi o pszczelarstwo zawodowe w Europie, to nie znam osobiście podobnych projektów i faktycznie doświadczenia i różne obserwacje wskazują na to, że mogłoby to nie być możliwe przy zachowaniu wysokiej produktywności pasiek. Na ile jednak wiem we wspomnianych powyżej pasiekach Rona Hoskinsa ze Swindon i małżeństwa Hudsonów w Walli postępowano właśnie w taki sposób: a więc porzucono leczenie z dnia na dzień, a zdarza mi się usłyszeć określenie ich działalności jako „zawodowej” (w tym sensie, że utrzymują się oni z pszczół, choć ich projekty na ile wiem są znacząco mniejsze niż pszczelarzy zawodowych choćby z USA, a nawet niektórych z Europy kontynentalnej). Jeśli jest inaczej – będę zobowiązany za przekazanie jakiegoś źródła czy informacji. Podobnie jednak w tych przypadkach autorzy strony zaliczyli choćby małżeństwo Hudsonów do grupy drugiej (łapiących roje z okolicznych dziko żyjących rodzin), a nie do tych, którzy po prostu porzucili leczenie w pasiece.

Faktycznie jednak przyznać trzeba, że w zdecydowanej większości regionów świata o wysoko rozwiniętym rolnictwie, prowadzenie w ten sposób selekcji w pasiece zawodowej mogłoby nie być zrównoważone ekonomicznie (co nie znaczy, że długofalowo sukces – w tym również ekonomiczny – nie byłby możliwy). Nie widzę jednak przeciwwskazań, aby w dużym przedsiębiorstwie wydzielić część pasieki na taki własny lokalny projekt selekcyjny i z niego (z rodzin, które przetrwają) systematycznie wprowadzać matki do pozostałej części pasieki.

Komentarz tłumacza

W pewnym sensie z zazdrością zawsze czytam lub słucham o warunkach dla pszczelarstwa panujących na Wyspach Brytyjskich. Większość znanych mi relacji pszczelarskich nie podnosi dużych problemów z bazą pożytkową, a jeśli chodzi o zdrowie pszczół są wręcz zaskakująco pozytywne i optymistyczne. Słyszałem co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście relacji pszczelarzy, którzy po prostu porzucili leczenie i mieli bardzo niskie, a czasem przez wiele lat wręcz zerowe straty w swoich pasiekach. Zewsząd słychać głosy o pszczołach żyjących dziko czy to w budynkach (w elewacjach, stropach, pod dachami, w kanałach wentylacyjnych itp.) czy też w dziuplach. Rodziny te są monitorowane, żyją po 3, 5, 7 i więcej lat. Z rzadka słychać też o dużych stratach – choć i one czasem się zdarzają. Pszczelarze twierdzą wówczas, że stracili 50-60% swoich pszczół (nadmienić trzeba, że są to okresowe straty – co kilka lat lub jedynie w okresie początkowym po porzuceniu selekcji). Kwituję to z reguły uśmiechem – znów: w pewnym sensie podszytym zazdrością.

Straty w naszych nieleczonych pasiekach bardzo często oscylują (rok-rocznie!) wokół 50-60%, czasem bywają większe, z rzadka mniejsze. Ale w wielu pasiekach takie właśnie straty są mniej więcej normą, a nie okresowym przypadkiem, który zdarzy się raz na rok (W mojej pasiece w ostatnich 3 latach aż dwa razy straty oscylowały wokół 90%, choć od lat trzymam pszczoły tylko lokalne i nie sprowadzam żadnych obcych matek). Dodatkowo część pszczół, które przeżywa wcale nie cieszy się doskonałym zdrowiem, a raczej udaje im się przetrwać w kilku uliczkach i ledwie dojść do racjonalnej siły w szczycie sezonu.

Rzecz jasna nie jest tak wszędzie – są i rejony o wiele lepsze, gdzie pszczelarze donoszą o mniejszych stratach, okresowo marginalnych. Pszczoły też są tam bardziej produktywne. To najczęściej te regiony, które moglibyśmy określić jako „przyjazne dla pszczół”. Przez takie rozumiem te obszary, na których przez większą część sezonu występują co najmniej pożytki rozwojowe, a napszczelenie jest jak na warunki polskie względnie małe (przyjmijmy nie większe niż ok. 5 rodzin na km. kw. czasem mniejsze). Średnie napszczelenie w Polsce obecnie wynosi ponad 7 rodzin na km. kw. [w Polsce obecnie populację pszczół szacuje się na ok. 2,3 mln rodzin pszczelich i jest to druga najwyższa (po Hiszpanii) gęstość populacji w Europie, w Rosji czy USA populacje pszczół – przy ogromnym terenie – szacuje się na ok. 3 mln. Szacuje się, że na Wyspach Brytyjskich gęstość populacji wynosi 1,5-2 rodziny na km. kw.].

Można więc powiedzieć, że lokalne straty pszczół są tym większe, a ich produktywność mniejsza im dłuższe okresy tzw. dziur pożytkowych w regionach i im wyższa gęstość regionalnej populacji pasiecznej. Zresztą prawidłowość ta w pewnym sensie ma odzwierciedlenie również w badaniach naukowych [Autumn Invasion Rates of Varroa destructor (Mesostigmata: Varroidae) Into Honey Bee (Hymenoptera: Apidae) Colonies and the Resulting Increase in Mite Populations | Journal of Economic Entomology | Oxford Academic (oup.com)]. W Niemczech przebadano 2 obszary – o małej i dużej gęstości populacji pszczelej – w obszarach o wyższym napszczeleniu presja dręcza pszczelego była wielokrotnie większa (wyższe porażenie i dynamika wzrostu populacji pasożyta). Dodać trzeba, że obszar o tej „wyższej” gęstości miał ją i tak niższą niż większość tych mniej napszczelonych terenów Polski...

Jakkolwiek dla nas obecnie takie osiągnięcia mogą się wydawać całkowicie nierealne, to jednak doniesienia z Wysp Brytyjskich i wspaniałe przykłady pszczelarzy, którzy porzucają leczenie, mogą wzbudzać optymizm. Zadają one bowiem kłam tezie, że pszczoły podgatunków europejskich nie są w stanie poradzić sobie z dręczem (pasożytem) i warrozą (chorobą). Zamiast więc podkreślać różnice (które są oczywiste i trudno je negować), powinniśmy się zastanowić czy w naszych warunkach mogłoby się udać podobne rozwiązanie problemu warrozy, jakie dzieje się na Wyspach. Moim zdaniem da się to przeprowadzić na terenie Europy kontynentalnej, ale jest skrajnie małe prawdopodobieństwo, że stanie się to samoistnie (w wyniku selekcji naturalnej dużej dziko żyjącej populacji i przeniesienia cech i zdolności pszczół do pasiek). Wymagać więc będzie inicjatywy pszczelarzy. Konieczne jest podjęcie selekcji na odporność na dręcza (ograniczenie dynamiki rozwoju populacji roztoczy), która mogłaby się przyczynić do zwiększenia tolerancji (odpowiedzi immunologicznej) na przenoszone przez pasożyta patogeny, a w dalszej kolejności uruchomienie ewolucyjnych zmian drobnoustrojów w kierunku łagodności. Uważam, że jest to możliwe, jednak wymagałoby to od nas pszczelarzy pewnego wysiłku i konsekwencji.

tekst i zdjęcia ze strony https://www.varroaresistant.uk/advice/

Przekład: Bartłomiej Maleta